Rekrutacja w internecie. Dlaczego często zawodzi?

Untitled design (1)

 

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej właśnie podało, że stopa bezrobocia we wrześniu b.r. wyniosła 9,9%. To dobra wiadomość dla osób pracy szukających – będzie w czym wybierać! Gorsza dla tych, którzy prowadzą rekrutację, ponieważ aby znaleźć odpowiednią osobę, trzeba bardziej się starać… Zastanawiasz się, czemu poruszamy ten temat na naszym blogu? Już tłumaczę :)
Zagadnienia okołorekrutacyjne są na pierwszy rzut oka mało “landingowe”, ale to tylko pozory. Startupy takie jak nasz, cechuje stały rozwój. Zarówno technologiczny (ach, jak my lubimy wdrażać nowe funkcjonalności!), jak i osobowy. Pomysłów nam nie brakuje, użytkowników aplikacji landingi.pl przybywa. Czuliśmy niedosyt. Niedosyt “mocy przerobowych”. Brzydko, ale szczerze mówiąc. Zaczęliśmy rozglądać się za kimś, kto zechciałby dołączyć do naszego dream-teamu…

Dostaliśmy się w tryby rynku pracy. Poznaliśmy różne jego aspekty. Kto szukał pracowników, ten wie: agencje pośredniczące, portale rekrutacyjne, wiele zgłoszeń kandydatów, wstępna selekcja dokumentów, rozmowy kwalifikacyjne i… Ostatecznie na drodze naszej landingowej drużyny stanęli właściwi ludzie (WITAMY NA POKŁADZIE :)). Tyle, że najpierw musieliśmy zmienić podejście do rekrutacji. Z popularnego na nieszablonowe.

Myślenie “out of the box” jest konieczne wszędzie tam, gdzie chce się osiągnąć coś więcej. W przypadku rekrutacji – znaleźć kogoś wyjątkowego, kto nie tylko dysponuje poszukiwanymi przez pracodawcę umiejętnościami, zdolnościami i wiedzą, ale równocześnie idealnie wpasuje się charakterem, sposobem myślenia i postrzegania świata w kulturę zespołu, do którego ma dołączyć. W firmach takich jak nasza, niezatrudniających dziesiątek pracowników, każda osoba ma ogromny wpływ na pozostałych. Siedzimy w jednym biurze, spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, razem tworzymy coś, co jest dla nas ważne. Musimy się dobrze rozumieć!

Nieudana rekrutacja oznacza nie tylko stratę czasu dla obu zainteresowanych stron. Także pieniędzy. Portal Goldenline wyliczył, ile może stracić firma, która zatrudniła niewłaściwego pracownika: nawet 36 tysięcy złotych! Wiem, wiem, kwota wbija w fotel, ale zanim się żachniesz, spójrz na infografikę ilustrującą te wyliczenia, bo jest bardzo ciekawa i zawiera twarde dowody:

http://blog.goldenline.pl/2014/01/27/ile-kosztuje-nieudana-rekrutacja-infografika/

Warto zatem chyba poświęcić tematowi nieco dłuższą chwilę, prawda?

My poświęciliśmy mu nawet kilka chwil. Zaczęliśmy od przyjrzenia się aktualnej sytuacji z naszego, niehaerowego punktu widzenia. Wnioski, do jakich doszliśmy nie są może odkrywcze, ale pozwoliły nam pójść o krok dalej:

Po pierwsze – na rynku jest dużo pracy

Po drugie – na rynku jest sporo osób pracy szukających

Po trzecie – znalezienie wymarzonej pracy i wymarzonego pracownika to bardzo trudna sprawa.

Paradoks? Niekoniecznie.

Przypominasz sobie, jak wygląda standardowe ogłoszenie rekrutacyjne? Zawiera zwykle nazwę stanowiska, zakres obowiązków, listę wymagań wobec kandydata oraz to, co pracodawca oferuje przyszłemu pracownikowi. Do tego nieśmiertelna formułka “Wyrażam zgodę…” i przycisk “Aplikuj”. Często brakuje takich podstawowych informacji, jak miejsce wykonywania pracy, czy… nazwa firmy. Szczególnie wtedy, kiedy rekrutację powierza się wyspecjalizowanej w tym kierunku agencji.

Zadaliśmy sobie pytanie:

Dlaczego pracodawcy myślą, że znajdą kogoś wyjątkowego dzięki całkiem niewyjątkowemu ogłoszeniu rekrutacyjnemu? Dlaczego wyjątkowe osoby mają się zainteresować propozycją pracy identyczną, jak tysiące innych?
A gdzie wysokość zarobków? Gdzie pozapłacowe powody, dla których wymarzony kandydat powinien zainteresować się właśnie naszą ofertą? Gdzie prezentacja “wnętrza” firmy? Jej kultury, atmosfery panującej w zespole, samego zespołu? Gdzie to “coś”, co sprawi, że cierpiąca na niedobór nowych kadr firma stanie się pracodawcą z wyboru?

Ty wiesz, że Twoja firma jest wyjątkowa. Że dobrze płaci, świetnie się w niej pracuje, daje spore możliwości rozwoju, a jej szef to anioł, gotów swoim ludziom nieba przychylić.

Ty wiesz. Ale Twój przyszły wymarzony pracownik nie. Nie wyczyta tego ze zwykłej oferty pracy. Musisz zaproponować mu zatem ofertę niezwykłą. Musisz wyjść z pudełka. Musisz potraktować proponowane stanowisko pracy jak produkt, który chcesz sprzedać. A przyszłego pracownika jak klienta. Musisz namówić go do zakupu.

Jak to zrobić?

Zastanawialiśmy się nad tym. Także pod kątem wykorzystania w tym celu naszej aplikacji. Opracowaliśmy i przetestowaliśmy schemat działania. Jest skuteczny.

Podzielimy się nim z Tobą już w przyszłym tygodniu :)

Współpracuje z Landingi.pl. Zawodowo pasjonuje ją marketing, w szczególności siła, z jaką do odbiorcy przekazu przemawiają słowa: im prostsze, tym skuteczniejsze. W wolnym czasie - a jakże - czyta i pisze książki.